Mieć czy nie mieć

Stary kalendarz do szuflady nowy do torebki

Stary kalendarz do szuflady nowy do torebki. Mały Książę towarzyszy mi już od dwóch lat

Kiedy rok temu zakładałam bloga obiecywałam sobie, że będę oryginalna. Żadnych esejów na temat piękna wieży Eiffla migoczącej na tle rozgwieżdżonego paryskiego nieba. Żadnego powielania smętnych historii jak to piłam z Ruskimi wódkę na Placu Czerwonym. Jednym słowem miało być o Francji i Rosji, o Paryżu i Moskwie inaczej. I co? I zaraz przeczytacie najbanalniejsze zdanie, jakie może tylko wymyślić frankofil.

Jak to się stało, że pokochałam Francję i postanowiłam uczyć się, nie jak każdy zdrowo myślący człowiek angielskiego, tylko francuskiego? OTÓŻ PRZECZYTAŁAM MAŁEGO KSIĘCIA I POSTANOWIŁAM, ŻE KIEDYŚ PRZECZYTAM GO W ORYGINALE. Tadam…! Taki mały coming out.

Kiedy człowiek się starzeje zaczyna obrastać w dziwaczne przyzwyczajenia i cudaczne osobiste tradycje. Któregoś dnia zdaje sobie sprawę, że coś go na przykład zmusza, by przed każdym wyruszeniem w daleką podróż usiąść. Ot taki przesądzik, którego człowiek uczy się szybko, gdy wychodzi za mąż za Rosjanina. Albo człowiek nagle postanawia, że z każdej wyprawy przywiezie sobie magnesik. Im bardziej szkaradny i kiczowaty tym lepiej. W końcu lodówka wygląda jak psychodeliczna tablica ogłoszeń. Albo dorosła kobieta wychodząc musi trzy razy się wrócić, by sprawdzić, czy zamknęła drzwi. Choć to akurat może być już objaw nerwicy natręctw, a nie tradycja. Tak czy siak, jak na prawdziwą frankofilkę przystało przez wiele lat zbierałam różne wydania Małego Księcia. Dwa lata temu przerzuciłam się jednak na bardziej życiowo przydatne zbieractwo. Każdego roku kupuję nowy kalendarz z Małym Księciem. Dziwactwo jest, tradycja jest, miłość do Francji zadeklarowana… a przy tym pożytek na cały rok!

Na szczęście niezawodny przemysł wydawniczy ochoczo wychodzi mi na przeciw i co roku wypuszcza kalendarz z złotowłosym Księciem (do którego, w matczynych oczach, coraz bardziej robi się podobny Mały Człowiek… no banał goni banał). W tym roku już zdobyłam kolejny eksponat do kolekcji. Wersja na 2016 rok jest wspaniała. Nie tylko zawiera szereg niezbędnych człowiekowi informacji, jak kierunkowy do Kiszyniowa i numer do centrum wodno-kanalizacyjnego. Ale również podpowiada, że 1 gill to 5 uncji, a 1 cup to 2 gille (dla tych co się teraz zastanawiają 1gill to nic innego jak 142 ml). Kalendarz ma również wbudowaną linijkę i kątomierz! Naprawdę zachwyciło mnie jednak to, że znalazły się w nim cytaty z ,,Małego Księcia”.

Jak tylko kalendarz wpadł mi w ręce przewertowałam go od razu. I znalazłam! Był mój ukochany cytat. Ten o lisku.

Na razie jesteś dla mnie tylko małym chłopcem podobnym do stu tysięcy innych małych chłopców. Nie potrzebuję cię. Ani ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem takim jak sto tysięcy innych lisów. Ale jeśli mnie oswoisz, to będziemy siebie potrzebowali. Będziesz dla mnie jeden jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie…

,,Mały Książę” Antoine de Saint-Exupéry w tłumaczeniu Henryka Woźniakowskiego (cytuję za moim kalendarzem)

Kiedy dziś po latach przeczytałam ten fragment, zdałam sobie sprawę, że ta sama myśl, choć może trochę inaczej wyrażona jest w pewnej uwielbianej przeze mnie rosyjskiej piosence…

Jeśli ktoś trafia do Moskwy na nowy rok, szybko dowiaduje się, że z tym wydarzeniem jest związane parę tradycji. Z grubsza biorąc 31 grudnia działa w Rosji na tych samych zasadach co nasza Gwiazdka. Jest choinka, prezenty, po podwórkach ugania się Died Maroz (świecka wersja Świętego Mikołaja), itd. To znacie. Są jednak przyzwyczajenia obce przypadkowemu turyście. Po pierwsze na imprezie noworocznej powinien być tort. Wszyscy latają z torcikami po mrozie i wygląda to jakby całe miasto obchodziło masowe urodziny. Po drugie na stole nie może zabraknąć sałatki olivier (o niej może przeczytać TU). Po trzecie w telewizji musi pojawić się film: Ирония судьбы, или С лёгким паром! (Ironiya sudby, ili S lyogkim parom!; pol. Ironia losu, czyli lekkiej pary!) w reżyserii Eldara Riazanowa z Barbarą Brylską w roli głównej. A w filmie właśnie ta piosenka do słów Bułata Okudżawy z muzyką Mikaela Tariverdieva (dla frankofonów specjalnie w wersji z francuskimi napisami).

Tekst piosenki:

Если у вас нету дома

Если у вас нету дома,
Пожары ему не страшны
И жена не уйдет к другому,
Если у вас, если у вас,
Если у вас нет жены,
Нету жены.

Оркестр гремит басами,
Трубач выдувает медь.
Думайте сами, решайте сами,
Иметь или не иметь.
Иметь или не иметь.

Если у вас нет собаки,
Ее не отравит сосед.
И с другом не будет драки,
Если у вас друга нет.
Если у вас нету тети,
Ее вам не потерять.
И если вы не живете,
То вам и не умирать.

Если у вас нету тети,
Ее не отравит сосед,
И жена не уйдет к другому,
Если у вас друга нет

Оркестр гремит басами,
Трубач выдувает медь.
Думайте сами, решайте сами,
Иметь или не иметь.
Иметь или не иметь.

Jeśli nie masz cioci
(w moim tłumaczeniu)

Jeśli nie masz domu
Pożar mu nie straszny
I żona nie odejdzie do drugiego
Jeśli nie, jeśli nie,
Jeśli żony nie masz

Jeśli nie masz psa
To sąsiad go nie otruje
I z przyjacielem nie będzie awantury
Jeśli nie masz przyjaciela

Orkiestra grzmi basami
Trębacz dmucha w miedź
Pomyśl sam
Zdecyduj sam
Mieć czy nie mieć

Jeśli nie masz cioci
To jej nie stracisz
I jeśli nie żyjesz
To i nie umrzesz

Orkiestra grzmi basami
Trębacz dmucha w miedź
Pomyśl sam
Zdecyduj sam
Mieć czy nie mieć

Mieć czy nie mieć? Angażować się czy nie? Oswajać czy nie?
Kiedy miałam 20 lat nie bałam się niczego, szybkiej jazdy samochodem, latania samolotem, szwendania się po nocy po warszawskiej Pradze… Myślałam, że jestem nieśmiertelna, niezależna, niczym wolny pojedynczy atom. Byłam taka jak każdy, kto ma 20 lat. Odkąd w moim życiu pojawił się Mały Człowiek, boję się wszystkiego: szybkiej jazdy samochodem, latania samolotem, wypadu do paryskiej kawiarni… A najbardziej tego, że Mały Człowiek będzie miał kiedyś 20 lat i poczuje, że jest nieśmiertelny… ,,Imiet ili ne imiet”…

Ale przyznam się, że myślałam, iż ,,stałam się odpowiedzialnatylko za Małego Człowieka.
Aż do pewnego dnia.

Mąż Mój spakowany, zawieziony i wsadzony do samolotu udał się za Wielką Wodę w sprawach zawodowych. Po 10 godzinach odebrałam telefon:
– Kochanie jaki ja mam rozmiar koszuli?
– A dlaczego pytasz?
– Bo chyba zapomniałaś mi spakować koszule i muszę sobie kupić
– Kochanie, koszule, wyprasowane i złożone, są umieszczone, w specjalnie do tego przeznaczonej, klapie walizki. Odsuń suwak to zobaczysz
– A, są. To już nie muszę wiedzieć jaki mam rozmiar koszuli

Tak to jest kogoś oswoić

***

Dobra, sama się trochę wzruszyłam czytając wpis. Więc, jeśli ty też to kliknij lajka. Inaczej będę musiała uznać, że moje wzruszenie to po prostu objaw PMS i wynika z zachwiania równowagi hormonalnej.

Więcej zdjęć i ciekawostek z prawdziwego życia rodziny w drodze na FB Paris Moskwa 3:54
Zdjęcia z drogi na Instagram @parismoskwa

2 Thoughts on “Mieć czy nie mieć

  1. Juz dawno nie czytałam tak wciągającego i poruszającego tekstu! Nawet jeśli o banale, to na pewno w niebanalny sposób…No i łezka mi się zakręciła nie tylko wobec mądrości Małego Księcia, ale także za moim dawno zapomnianym rosyjskim, który próbowałam wydobyć z niepamięci, czytając tekst piosenki… A kalendarz… no właśnie, zastanawiam się, dlaczego jeszcze go nie mam?! Zdecydowanie jestem za oswajaniem! 😉

    • Anna Tarasov on Styczeń 18, 2016 at 7:43 pm said:

      Dzięki :) jeśli kalendarz to koniecznie z Małym Księciem, dla wszystkich, którzy kochają Francję! Z tym oswajaniem, to ja też jestem za, ale czasami ogrom odpowiedzialności mnie przeraża :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Post Navigation